Kup samochód mówili… Elektryczny mówili… (czyli minęło pół roku)

Od pół roku jeżdżę samochodem elektrycznym. W Tesli zakochałem się 3 lata temu, jak tylko pokazano pierwsze wizualizacje i nigdy nie myślałem, że będzie mi dane jeździć takim samochodem. Moje życie potoczyło się zupełnie niespodziewanym torem i w związku z niespodziewanym zdarzeniem od pół roku jeżdżę elektrykiem. Od pół roku udowadniam, że samochód elektryczny to nie fanaberia, tylko normalny środek transportu. Taki sam jak „spaliniak”. Przez 6 miesięcy przejechałem głównie po zasadniczo niemal nie skalanej infrastrukturą dla samochodów elektrycznych Polsce (jedna podróż do Niemiec to ok 10% całego dotychczasowego przebiegu) ponad 15.000km, co daje 30.000km rocznie. Wiele samochodów spalinowych w naszym kraju robi rocznie trzykrotnie mniej przebiegu. Od pół roku krzewię wiedzę o samochodach elektrycznych prowadząc na jednym z portali społecznościowych profil profil P0 PRĄD (taką rejestrację ma mój samochód).

Przez te kilka miesięcy wielokrotnie dojechałem samochodem do Gdańska, Wrocławia, Łodzi, Warszawy, Berlina, Kolonii. To były normalne podróże, wyglądały prawie tak samo jak wszystkie inne podróże. Wsiadałem, jechałem, dojeżdżałem. Dlaczego prawie? Otóż dlatego, że przez brak sensownej infrastruktury (aktualnie jest w Polsce szczątkowa – kilka ładowarek w Trójmieście, 1 w Poznaniu, kilka we Wrocławiu, 1 w Łodzi, 1 w Krakowie i 19! w Warszawie) jeżdżenie samochodem elektrycznym polega podobnie jak latanie samolotem planowania. Jaki jest zasięg, z jaką maksymalnie prędkością można się poruszać aby dotrzeć na miejsce z wystarczającym zapasem „paliwa”. Nagle wszystkie zasady ecodrivingu wpajane kierowcom samochodów spalinowych które w każdej chwili mogą zatrzymać się na stacji i w 10 minut zwiększyć zasięg do pełna okazują się niezwykle cenne. Kto z nas zwraca bowiem uwagę na to, aby nie wozić niepotrzebnych rzeczy w bagażniku? „Przecież ich waga nie ma znaczenia”… Jadąc samochodem elektrycznym okazuje się, że ta sama trasa zrobiona samochodem obciążonym o 100kg więcej musi trwać dłużej, bo aby dojechać trzeba jechać wolniej. Jadąc elektrykiem okazuje się, że w długiej trasie przyspieszanie łagodnie pozwala dojechać dalej, albo… ładować się krócej. Tu docieramy do sedna sprawy – ładowania.

Otóż tak się składa, że właściciel samochodu elektrycznego jest jak właściciel telefonu czy tableta. W wypadku Tesli porównanie jest tym bardziej uzasadnione, bo jest to 17 calowy tablet na 4 kolach, ale nie o tę cechę podobieństwa chodzi. Któż z nas nie zna uczucia chęci podpięcia swojego smartfona „do prądu” przy każdej nadarzającej się okazji. Osoby szczególnie aktywne, pracujące smarfonem potrafią wyczerpać baterię w okolicach godziny 13-14. Noszą więc ze sobą power banki, podpinają się kiedy tylko się da, tak, aby zapas prądu był jak największy, bo nigdy nie wiadomo jak intensywnie trzeba będzie telefonu używać.. Dokładnie to samo uczucie mają właściciele samochodów elektrycznych. Poza tym, że bez potrzeby nie zużywają nadmiernie baterii, to jeszcze za każdym razem kiedy widzą możliwość doładowania skwapliwie z niej korzystają.

Jak wygląda zatem proces ładowania samochodu? W zależności od dostępności gniazda, Tesla ładuje się od 0 do pełna w około godzinę w Superchargerze (specjalnym dostarczanym przez Teslę punkcie ładowania, których do końca tego roku miało być w Polsce 7 przy głównych trasach, a ciągle nie ma ani jednego), w standardowej szybkiej ładowarce ok 4,5h, z gniazda „siłowego” ponad 8h, a ze zwykłego gniazdka elektrycznego do 30h. Na trasie którą pokonuję regularnie z Poznania do Warszawy ciągle nie ma Superchargera, który pozwoliłby mi przez 15 minut doładować się i nie troszczyć się o zużycie enegrii, dlatego trzeba jechać bardzo rozważnie, a samochód zużywa niemal cały dostępny w baterii zapas prądu. Aby wrócić do Poznania, muszę po wjechaniu do Warszawy, która na tle reszty Polski jest elektryczną ekstazą, znaleźć jeden z 19 ustawionych przez RWE słupków i podpiąć do niego samochód na niemal 5 godzin.

Wobraź sobie drogi czytelniku, że przyjeżdżasz Twoim samochodem do jedynego w promieniu wielu kilometrów dystrubutora paliwa i nie jesteś w stanie zatankować, bo właściciel samochodu elektrycznego nie zważając na to, że ktoś może chcieć zatankować postanowił przy tym dystrubutorze zaparkować na noc. Średnio prawda? Wyobraź sobie do tego, że to tankowanie trwa 5h, a nie 5 minut. Tym bardziej każdy dystrybutor jest na wagę złota nieprawdaż? Ja w Warszawie czuję się dokładnie tak samo. Przy placu Defilad 1, zaraz koło postoju taksówek jest słupek RWE. Jest znak wskazujący, że są to dwa miejsca postojowe tylko dla samochodów elektrycznych w trakcie ładowania. Co znajduję na tym wyznaczonym specjalnie miejscu za każdym razem jak przyjeżdżam? Samochody spalinowe, których właściciel uznali, że skoro w okolicy trudno jest znaleźć miejsce, to oni sobie zostawią samochód na miejscu dla elektryka, bo co ich obchodzi jak ten elektryk się naładuje, żeby wrócić skąd przyjechał..

„Burak! Opony przebić!” komentują fani profilu mojego samochodu w portalu społecznościowym. Ponieważ jednak zwykłem załatwiać problemy cywilizowanie, natrafiwszy na taki kiwatek zadzwoniłem do Straży Miejskiej Miasta stołecznego Warszawy. Od godziny 18:13 do godziny bodaj 21:37 minęło prawie 3,5h. W końcu pojawili wybawcy! Na srebrnym koniu marki Chevrolet.. I tu okazało się że…

… Straż Miejska nie może zrobić nic!!!! Bo ten wydawałoby się wyznaczony specjalnym znakiem pionowym z piękną kopertą pod znakiem Parkingu i dopiskiem „dla samochodów elektrycznych na czas ładowania” obszar, absolutnie chroniony w żadem sposób nie jest „bo nie ma namalowanej na ziemi koperty, znaku zakazu postoju i zatrzymywania z wyłączeniem elektryków na czas ładowania i dodatkowej przywieszki obrazującej holownik pod tym znakiem. Panowie Strażnicy mogli zatem zrobić N I C i nawet nie mieli prawa do interwencji, bo znaki dotyczące punktu ładowania elektryków były czysto informacyjne…

Jedyną akcją podjętą przez SM było wskazanie mi innego słupka „o dwa przystanki Metrem dalej”. No i tu się zaczyna jeszcze większy cyrk. Ponieważ parkujący przy Pałacu Kultury kierowcy ewidentnie wiedzieli, że to miejsce dla elektryków, tylko przez kogoś bez sensu oznaczone… to parkujący przy pozostałych 18 słupkach w Warszawie zastawiają je zupełnie nieświadomie. Ale jakto nieświadomie zapyta ktoś zdziwiony? Ano tak, że poza jednym słupkiem, przy którym ktoś próbował wygrodzić miejsce ale mu nie wyszło, przy pozostałych 19 słupkach w Warszawie są najzwyklejsze miejsca parkingowe, zajmowane przez zwykłe samochodu, a trafienie miejsca akurat przy słupku graniczy z cudem… No ale oczywiście jak zwykle sobie poradziłem..

thumb_IMG_5142_1024

Taką to proekologiczną politykę prowadzi Warszawa, bo przecież w statystykach możn się chwalić, że RWE postawiło 19 słupków, a to że nie da się z nich skorzystać, bo nie ma żadnej ochrony miejsc przy nich? Nie ma to znaczenia, bo przecież „miejsca dla ładowania samochodów elektrycznych w Warszawie są”..

To tylko jeden z absurdów „proekologicznej” polityki włodarzy naszych miast. Poznań zeznaje, że absolutnie nie ma zamiaru umożliwić ustawienia słupków do ładowania, a ni tym bardziej zrobić przy nich kopert/obostrzeń żeby ich nie zastawiano, bo „niech ktoś jakąś komercyjną stację ładowania postawi i zapłaci za koperty”. Zarówno Warszawa jak i Poznań nie zamierzają elektryków zwolnić z opłat za strefę, bo skoro kogoś stać na drogi samochód to za strefę też. Pupulistyczne, ale niech będzie, nie zamierzam się domagać specjalnych praw. No to przyjrzyjmy się dalej. W Warszawie mam prawo elektrykiem wjechać na Trakt Królewski (w innych miastach w inne miejsca), ale żeby to zrobić, trzeba – udać się do urzędu, wypełnić 2 wnioski, uzasadnić dlaczego chce się skorzystać z prawa które się zgodnie z uchwałą Rady Miasta ma i oczekiwać, aż Pan urzędnik wyda identyfikator. Bo po co uchwałą Rady Miasta stwierdzić, że na trakt królewski mogą wjechać elektryki, jak można stwierdzić, że mogą wjechać samochody z identyfikatorem po który się trzeba zgłosić. Czy jadąc elektrykiem z Poznania do Warszawy naprawdę muszę się zgłosić po osobny identyfikator? Czy chcąc zaparkować za darmo w Katowicach muszę udać się najpierw do Urzędu Miasta (szczególnie jak przyjechałem samochodem z Gdańska?).

Polska to dziwny kraj. Kraj w którym ludzie wydają dwa razy więcej niż zarabiają, w którym ludzie udają, że promują zachowania ekologiczne czyniąc zachęty nieosiągalnymi ze względu na ogromny wysiłek który trzeba ponieść aby z nich skorzystać. Polska to kraj w kórym większość z tych nielicznych elektrycznych samochodów które od święta można spotkać na ulicy, to dema wciśnięte na siłę dealerom, którzy mówią o nich per „wynalazek”. Kraj w którym nawet Tesla obiecuje na koniec 2015 7 działających Superchargerów, a nie ma ani jednej sztuki.

Na początku chciałem z tym wszystkim co wyżej opisałem walczyć. Przekonywać, zachęcać do utworzenia „karty samochodu elektrycznego” którą wydawałby ogran rejestrujący i która potwierdzałaby że samochód jest elektrykiem mogącym korzystać z przywilejów podobnie jak karta niepełnosprawnego upoważnia go do korzystania z przywilejów jakie niepełnosprawna osoba posiada..

Zrezygnowałem, bo byłoby to kopanie się z koniem. Ja jednak wierzę, że da się po tej pustyni elektrycznej jeździć. Udowadniam to na wszystkie możliwe sposoby. Jeżdżąc rocznie elektrykiem 30.000km zamierzam świecić przykładem. I powoli drążyć kroplą skałę po prostu radząc sobie z tym co nam rzeczywistość daje. A daje tak mało, że samochodów elektrycznych w Polsce jeszcze dłuuuugo nikt nie będzie chciał kupować…

 

Ja i Tesla – the beginning ;]

P0 PRĄD początek

Od kilku lat przyglądałem się Elonowi Muskowi i śledziłem poczynania Tesli. Wzrost kursu, pogłoski o awaryjności… I marzyłem o własnej Tesli. Marzenia mają to do siebie, że się je ma, a nie realizuje, bo realizuje się cele. A cele powinny być SMART. Marzyłem więc o samochodzie z innej bajki jeżdżąc kilkuletnim BMW e93, które samo w sobie też było realizacją marzeń zamienionych w cele i uważałem je za wygraną mojego serca z rozumem…

Akt 1

30 kwietnia wyjechałem wraz z moją rodziną na weekend wypocząć. Taki standardzik rodziny – trójka kilkuletnich dzieci, żona, rodzeństwo żony z żonami i dziecmi. Pełna chata. Szczyt marzeń osoby pracującej po 12h na dobę pragnącej odpoczynku… Tak się jakoś stało, że 30 kwietnia wieczorem świat obiegła inofmacja, że Tesla wypuściła nowy produkt – powerwall. Oderwałem się więc od ogarniającego mnie wszem i wobec szału rodzinnego i przez 3 dni przeczytałem internet na temat Tesli do samego końca. Dwa razy. Wyjeżdżając z weekendu 3 maja byłem przekonany, że czas marzeń o Tesli minął i pora się zabrać za tych marzeń realizację. Napisałem znajomemu z którym współpracuję, byłemu dziennikarzowi motoryzacyjnemu, że „chyba chcę mieć Teslę naprawdę”. Odpisał, że „zna gościa, który zna gościa…”.

Akt 2

Czytając internet trafiłem na forum dotyczące samochodów elektrycznych, a na nim na człowieka z Poznania, który właśnie wystawił na sprzedaż swoją Teslę P85+ i pokazywał zdjęcie „problemu zerowego świata”. O to zdjęcie:

Wersja 2

Ponieważ wiedziałem, że „chyba chcę Teslę” napisałem do niego na forum pytanie czy nie chciałby mi poświęcić godziny, aczkolwiek on mając milion podobnych pytań grzecznie napisał, że fajnie się jeździ i że zachęca do jazdy probnej w Berlinie. Okazało się jednak, że „człowiek który zna człowieka zna jednak człowieka bezpośrednio i tak oto mój współpracownik umówił mnie i kolegę T. – właściciela dwóch Tesli na wtorek 3.05.

Akt 3.

Stawiliśmy się na spotkanie punktualnie. W czasie rozmowy dowiedziałem się od T., że nie jest jedyną osobą w Polsce posiadającą problem zerowego świata, gdyż w Warszawie jest człowiek, który zamówił P85D z odbiorem na czerwiec i już od marca wystawił swoją roczną P85+ z przebiegiem 22kkm w jednym z Warszawskich znanych komisów z samochodami luksusowymi.

Po półtoragodzinnej rozmowie na temat jeżdżenia Teslą i jej wadach oraz zaletach, po tym jak dowiedziałem się od T. – że wg. niego Tesla nadaje się do jeżdżenia maksymalnie za Konin, bo dalej to baterii nie starcza przyszła pora na przejażdżkę nową P85D. Miała może 3kkm na liczniku! Podszedłem do samochodu do miejsca pasażera, a T. mi mówi „ja z tyłu jechał nie będę”. „No jak z tyłu jak to jego samochód i będzie prowadził” pomyślałem i w tym momencie zostałem wygoniony z miejsca pasażera na miejsce… kierowcy!!!

Człowiek widział mnie pierwszy raz w życiu i posadził mnie za kółkiem! Wyjechaliśmy powoli z bramy. Na ulicy T. kazał mi na wąskiej osiedlowej uliczce wdepnąć „gaz” w podłogę. Myślę że był przekonany, że w ciągu dziesiętnej części sekundy od momentu jak wbije mi plecy w fotel odruchowo natychmiast puszczę pedał a samochód niemal natychmiast stanie..

Akt 4.

Podejrzenie po 10 minutach jazdy zamieniło się w pewność. Chcę mieć Teslę. Całą noc spędziłem na oglądaniu używanych rocznych Tesli na zachodzie, których wysyp z przeceną ok 30% od ceny nowego samochodu nastąpił kilka chwil po pojawieniu się modelu P85D z napędem na 2 osie.

Akt 5.

We środę od rana, kilka(naście?) godzin po jeździe próbnej napisałem do człowieka z Warszawy. K. Odpisał mi, że owszem ma do sprzedania Teslę, bo odbiera drugą w czerwcu. Umówiłem się z nim na czwartek.

Akt 6.

Czwartek po wszystkich spotkaniach, w okolicach godziny 15 trafiłem do komisu. Samochód oglądałem mniej więcej minutę. Nawet do niego nie wsiadłem. Przeszedłem dookoła zajrzałem do wnętrza i pojechałem na spotkanie z K. O 17:00 siedziałem u K. w biurze. „Wiesz, Tesla to jest mega specyficzny samochód, ktoś musi wiedzieć, co to jest i że go chce. A ja go chcę, ale chciałbym negocjować cenę…” Tu padła propozycja bardzo fair – ceny dokładnie takiej jak znalazłem identyczny model na Zachodzie po przeliczeniu na EUR. K. powiedział, że nie jest jedynym decydentem i że się odezwie. Wsiadłem do samochodu i pojechaliśmy do Poznania. Jadąc autostradą, mniej więcej na wysokości Koła dostałem SMSa „akceptuję ofertę”.

I tak oto 7 maja 2015 w ciągu 4 dni od nabrania podejrzenia, że nie chcę już czytać o Tesli, tylko naprawdę chcę Teslę, przeszedłem przez proces upewnienia się, znalezienia samochodu, negocjacji cenowych do momentu w którym należało się zabrać za znalezienie finansowania samochodu… Bo decyzja już zapadła, a zobowiązanie zostało przeze mnie poczynione…